O nudzie…

Terapii filozoficznej w praktyce doświadczam również w rozmowie z wnukami Franiem, Hugisiem i Teosiem. Nasze rozmowy są dla mnie jedne z najcenniejszych i najsensowniejszych chwil w życiu, bo ufam i wierzę, że zostanie po nich dobry ślad. Ostatnio, kiedy byłam w papierniku, zauważyłam na półce bardzo gruby zeszyt – notatnik i to było, to czego mi potrzeba, żeby zacząć zapisywać teksty dla wnuków, które będą baza do naszych rozmów i refleksji o tym, jak sobie radzić w życiu tak, by dać radę i doświadczać życia głęboki sens skutkujący afirmacją i radością z zaistnienia i w nim trwania.
Pierwszym tekstem jest tekst o nudzie, bowiem Teoś ostatnio mówił, nuda, nuda, wszystko nuda…
Tutaj mały fragment z tego tekstu:
Nuda pojawia się często nagle, znikąd i wtedy dobrze jest przyjąć ten sygnał i zacząć myśleć, co z nią zrobić?
Nuda pojawia się niezapowiedzianie i nie można pozwolić jej trwać, bo gasi radość i wzmaga smutek, złość bez powodu.
Nie jest to przyjemne uczucie i dlatego trzeba zrobić wszystko, by jej się pozbyć. Na pewno trzeba zadziałać, trzeba natychmiast coś zrobić, działać.
Nuda to nieprzyjemne uczucie pustki, to brak sensu, to bezcelowość, apatia, nic się nie chce, niechcenie i nicnierobienie.
Nuda zaczyna się od myśli produkowanych przez umysł, które trzeba oddalić. To człowiek decyduje o tym, co robi w tej chwili i dlatego ma moc ducha, wolną wolę, by decydować o sobie i nie poddać się nudzie. Jak przyszła, tak niech sobie idzie skąd przyszła. To nie jest trudne, trzeba sobie to tylko szybko uzmysłowić i oddalić wszelkie myśli o nudzie, zanim człowiekiem zawładnie i spróbuje go wprowadzić w tę fikcyjna okrutną pustkę, bo tak naprawdę nuda nie istnieje, jest tylko fikcyjne wyobrażenie o nicości i bezsensie. Prawda jest w człowieku. Życie jest prawdą.
Natura człowieka nie znosi nudy, zawsze prosi o działanie, o dobre czyny skutkujące zadowoleniem, radością i w końcu szczęściem,